Wiosenny konkurs z GSBJ! Wygraj kurs bezpiecznej jazdy oraz przejażdżkę 500-konnym Ferrari F430!

Niedawno temu pisałam tekst o kilku ciekawostkach, jakich dowiedziałam się od Bartka i Jacka – instruktorów z Gliwickiej Szkoły Bezpiecznej Jazdy i obiecałam Wam konkurs. I tu, tytułem wstępu od siebie pragnę dodać, że jest to właściwie pierwszy konkurs organizowany na łamach AMG blog, z czego jestem niezmiernie dumna! Dziękuję, GSBJ! Cieszę się tym bardziej, że wiem, że nagrody są wartościowe i mogą Wam naprawdę pomóc, bo dają wędkę, a nie rybę – czyli umiejętności, a nie gotowca.

No to co jest do wygrania?

Mamy przewidziane dwie główne nagrody.

Zdobywca I miejsca otrzyma zupełnie darmowo jednorazowy kurs bezpiecznej jazdy na swoim samochodzie w Gliwickiej Szkole Bezpiecznej Jazdy. Dodatkowo, szkoła zafunduje zwycięzcy niezapomniane wrażenia za kierownicą czerwonego Ferrari F430 z silnikiem V8 o mocy blisko 500 KM! Jazda odbywać się będzie ulicami miasta i trasą szybkiego ruchu DTS. Dzięki temu będziesz mógł sprawdzić Ferrari w każdych warunkach – zagrzmieć wydechem wśród wąskich uliczek, po czym za chwilę uwolnić dzikie stado koni mechanicznych na trasie szybkiego ruchu.

Zdobywca II miejsca otrzyma kurs bezpiecznej jazdy, niestety już bez przejażdżki Ferrari, ale uwierzcie, bo byłam już na kilku różnych szkoleniach z bezpiecznej jazdy i z doświadczenia wiem, że takie kursy dają wiele nawet doświadczonym kierowcom. Zawsze znajdą się błędy, które możemy poprawić.

Dzięki szkoleniu z bezpiecznej jazdy w GSBJ: 

  • zmienisz błędne nawyki w prowadzeniu samochodu,
  • poprawisz swoją pozycję za kierownicą, będziesz rozumiał / rozumiała i unikał / unikała zagrożeń drogowych,
  • zdobędziesz praktyczne umiejętności postępowania w sytuacjach awaryjnych oraz trudnych warunkach drogowych,
  • zrozumiesz działanie systemów, w które wyposażony jest Twój samochód
  • i wiele wiele innych…

No to co w takim razie trzeba zrobić?

Zasady są proste. Aby wziąć udział w konkursie, należy jedynie z polotem odpowiedzieć na jedno, proste pytanie: „Dlaczego kierowcy nie chcą się doskonalić na kursach bezpiecznej jazdy?”.

UWAGA!

W konkursie będą brały udział tylko odpowiedzi z komentarzy na blogu (czyli tutaj) i na fanpage’u AMGblog pod postem o konkursie, który na Facebooku zostanie podwieszony aż do czasu jego zakończenia.

Czas trwania konkursu:

Od dnia dzisiejszego, tj. wtorek 10 kwietnia 2017 do 30 kwietnia (niedziela) do godz: 23:59. Czyli jeśli odpowiesz na pytanie 1 maja o godzinie 00:00 to już niestety będzie za późno.

Wyniki konkursu pojawią się na blogu i fanpage’u AMG blog najpóźniej 7 maja.

Szczegółowy regulamin konkursu dostępny jest tutaj.

Do dzieła!

Podziel się!
  • Angelika Akk

    Bezpieczna jazda… Większość kierowców uważa się za naprawdę wysokiej klasy specjalistów w prowadzeniu auta, bo prawo jazdy maja od dziesiątek lat, bo przejechali setki tysięcy kilometrów, bo praktykują codziennie, bo mieli różne sytuacje, zarówno podczas jazdy w mieście jak i na tzw. trasie i to wszystko sprawiło, że przecież są bardziej doświadczeni od innych i to oni mogliby uczyć bezpiecznej jazdy, a nie być jej uczeni. A tym czasem w moim odczuciu boimy się osmieszenia, odkrycia naszych słabych punktów, nie lubimy gdy nam się wskazuje błędy, gdy nas się instruuje, poucza, poprawia. Nie tolerujemy krytyki, nawet tej konstruktywnej, uwagi odbieramy jako atak na samych siebie, a propozycje zmiany czegoś, jako daleko idące próby ingerencji w naszą osobowość. Reasumując, nasza mentalnosc kulturowa sprawia, ze nie lubimy czuć się gorsi od innych i tak odbieramy szkolenia doskonalace, a to błąd, bo w wielu kulturach ceni się ludzi, którzy potrafią się przyznać do własnych słabych punktów i nad nimi pracuja. Tak się buduje charakter, umiejętności, doświadczenie. Na zakonczenie jeden mały zyciowy przykład, ktory daje nadzieje, ze sie to zmieni, przyklad pracodawcy i potencjalnego pracownika. Lata temu oferty pracy (związane z prowadzeniem samochodu sluzbowego) zawierały wymog: prawo jazdy kat.B, następnie ewoluowalo to w stronę: wymagane czynne prawo jazdy kat.B, później coraz częściej zaczęły sie pojawiać wymogi: czynne prawo jazdy kat.B i brak punktów karnych na koncie. Dzisiaj czasem pojawiaja sie juz ogloszenia: eymagane czynne prawo jazdy kat.B, bezwypadkowa historia, brak punktów karnych na koncie. Jak widać idzie to w coraz bezpieczniejsza strone. Wybierajac pomiedzy dwojgiem pracownikow, z ktorych jeden wpisalby w dokumentach, iz odbyl szkolenie z bezpiecznej jazdy, zdecydowalabym sie na wlasnie tego, bo to nie tylko podwyzsza jego umiejetnosci jazdy, ale rowniez, pokazuje cenne cechy charakteru, niezwykle istotne i wartosciowe. Mam nadzieję, że pewnego dnia w ogłoszeniach obok dopisku: mile widziane potwierdzenie umiejętności językowych certyfikatem, pojawi się takze: mile widziany kurs bezpiecznej jazdy. A nam wszystkim życzę więcej pokory i chęci samosprawdzenia i doskonalenia sie.

  • Alek Grzywacz

    Kiedyś na rozgrzewce szkolenia branżowego trener kazał przyjrzeć się swoim sąsiadom a następnie zadał pytanie: kto uważa, że jedź autem odrobinę lepiej od swojego sąsiada ręka w górę!

    Ręce podniosło 97% obecnych. Reszta nie miała prawa jazdy …albo zna swoje słabości, bo doskonaliła już technikę jazdy.

    Nie wiem, czy wysoka jednostkowa samoocena jest naszą cechą narodową, czy też brak nam okazji do nauki pokory. A może po prostu nasze ego nie znosi krytyki.

    Prowadzenie auta dla wielu wydaje się tak naturalne, jak chodzenie. A przecież nikt nie szkoli się z chodzenia… Fakt, czasami ktoś się potknie, złamie rękę, wybije ząb. Ale to się zdarza tylko jakimś pokrakom, bo przecież, ja dobrze chodzę…

    Poza konkursem:

    Dwa lata temu zmusiłem żonę do doskonalenia techniki jazdy.
    Tuż przed szkoleniem powiedziała, że to nie ma sensu, bo jak coś się robi z przymusu, to nic z tego nie będzie…
    Podczas przerwy obiadowej jej nastawienie było już inne – stwierdziła, że chyba takie jazdy nie są wcale głupie.
    A po drugim bloku szkoleniowym, w ankiecie napisała, że jest zainteresowana szkoleniem II stopnia.

    Czy w przypadku wygranej będę mógł oddać nagrodę żonie?
    Zmieniliśmy auto, chciałbym aby poznała, jak się zachowuje w granicznych sytuacjach.

  • Joanna

    Lata temu mój mąż złamał nogę, a ja robiłam za kierowcę. Gdy na ul. Rybnickiej w Gliwicach miałam 80 km na liczniku zaczął na mnie krzyczeć, że powinnam zwolnić. Moja odpowiedź brzmiała, że nie mam czasu zerkać na licznik. Tak, jestem najgorszym kierowcą świata, choć wydaje mi się odwrotnie: jestem mistrzem szos. A ja wpadłam w rutynę, „bo przecież mam już papierek”, a tak w ogóle to na kursy powinni trafiać tylko ci, którzy stracili je za swoje drogowe przewinienia. Efekt? Tak się obraziłam na męża, że teraz każę się wszędzie wozić.

  • Seweryn

    Moim zdaniem z dwóch powodów:

    1. Większość kierowców zwyczajnie uważa, że nic ich nie zaskoczy, że mają niesamowity refleks (oczywiście lepszy niż inni kierowcy) i wyjdą z każdej sytuacji bez problemu niczym Kris Meek w rajdzie Meksyku, więc po co im jakaś szkoła jazdy? To oni powinni założyć swoją!

    2. Część kierowców (zauważyłem to wśród swoich znajomych) uważa takie kursy za…obciach. Myślą, że zapisanie się na takowy kurs jest jednoznaczne z przyznaniem się do braku umiejętności. Jest to oczywiście OGROMNY błąd bo właśnie dzięki takim kursom może okazać się, że pewnego razu uratujemy życie sobie i dodatkowo komuś innemu.

    Taka jest moja opinia 🙂