Jak pozyskać sponsora na rajd – 7 kluczowych zasad.

Dla jednych to faramuszka, dla innych twardy migdał do przełknięcia. Wiele osób bezproblemowo radzi sobie ze zalezieniem sponsora, są jednak też tacy, którzy, jak twierdzą „nie zamierzają się prosić”, a ich wcześniejsze doświadczenia sugerują, jakoby było to niemożliwe do osiągnięcia…

Na wstępie jednak chcę podziękować Żabie, która poszukując właśnie sponsora, poprzez swoją rozmowę ze mną zainspirowała mnie do napisania tego artykułu. Dziękuję – bez ciebie ten pomysł i wpis pewnie nigdy by nie powstał. A wiem, że zwłaszcza kobietom jakoś tak trudniej przekonać sponsorów. Być może są zbyt wrażliwe, być może to sponsorzy nie dowierzają, że kobiety też potrafią dobrze jeździć. Nie wiem do końca o co chodzi. Mam jednak nadzieję, że ten wpis pomoże niejednej kobiecie w znalezieniu właściwego wspomożyciela. A i nie zaszkodzi chłopakom-rajdowcom.

W amatorskim środowisku rajdowym przebywam od paru dobrych lat. Wiele razy zdarzyło mi się rozmawiać z zespołami rajdowymi nie tylko o ich samochodach czy wyczynach ale również właśnie o sponsoringu. I zauważyłam jedną, być może dla niektórych dziwną, prawidłowość – im lepszy model samochodu, tym mniejsze problemy ze sponsorami. Oczywiście, zdarzały się i nadal zdarzają wyjątki. Ale jednak w większości przypadków sprawa wygląda tak, że kierowca Evo ma zwykle super sponsora, który dowozi mu i serwisuje samochód na miejscu, podczas gdy kierowca Fiata Seicento sam spawa klatkę na kilka godzin przed rajdem by potem z podkrążonymi oczami startować w superoesie. Mówi się, że biedny dwa razy traci, a bogaty zawsze zyskuje. Jak to zwykł mówić mój przyjaciel, fiński mistrz „It is expensive to be poor”. Pamiętam to jak dziś – kupował wtedy najdroższy z możliwych, porządny markowy ekspres do kawy, a ja pytałam się go, czy nie szkoda mu na to kasy. Tydzień przed tym wydarzeniem również kupiłam coś, co koło ekspresu chyba nawet nie leżało. Czyli najtańsze dziadostwo, z którego każda kawa, bez wyjątku (nawet Lavazza), smakowała jak mocz hipopotama. Po upływie niecałego roku wyniosłam to na śmietnik wraz z kartką, na której napisałam: „Robi kawę, działa – ale nie polecam.”. Ekspres mistrza natomiast cieszy teraz jego dzieci i kto wie – może i posłuży dzieciom jego dzieci…

Choć nie o kawie jest ten wpis, chciałam naświetlić pewien sposób rozumowania. Ci, których stać na porządne rajdówki po prostu potrafią negocjować i zarabiać pieniądze. A tym samym zdobywać sponsorów. Jak to zrobić?

1. Po pierwsze, target.

Szukaj takiego sponsora, którego produkt rzeczywiście może zainteresować środowisko rajdowe. Takiego, na którego sama zwróciła byś uwagę. Oklejanie się lepkami z kwiaciarni albo logiem niszowego producenta kiełbasy raczej nie jest najlepszym pomysłem i nawet ty nie będziesz się z tym dobrze czuła. Jeździsz, więc sama najlepiej wiesz, co może się sprzedać, co może zainteresować innych kierowców rajdowych. Oleje, smary, klatki rajdowe, kaski, szybko rozkładalne namioty, wszelkie usługi mechaniczne – takie rzeczy w tym środowisku można reklamować. Ale nie długopisy.

2. Najpierw znajomi.

Zastanów się, czy w Twoim otoczeniu nie ma firm albo osób pracujących w przedsiębiorstwach, które po prostu znasz. Czasem nie trzeba daleko szukać. A może akurat okaże się, że w firmie X znają cię i lubią i z miłą chęcią zechcą wesprzeć cię w startach? Nie bój się pytać, nie bój się prosić. Każdy z nas ma do tego prawo. Inną sprawą jest, że każdy ma prawo odmówić. Ale niby dlaczego nie spróbować? Dopiero gdy wyczerpiesz wszelkie możliwości, szukaj dalej. Czasem nawet lepiej wejść gdzieś w ulicy niż opierać się na plecach. Ważne jest jednak jak wchodzisz… ale o tym w następnym punkcie.

3. Twój wizerunek, czyli każdego dnia spodziewaj się wszystkiego.

Bądź zawsze zadbana, atrakcyjna i pewna siebie. I nie smartfoń cały czas, bo coś cię ominie. Codziennie kiedy wychodzisz z domu, nie wiesz co może cię spotkać. Nigdy nie wiesz, czy w drodze do pracy nie poznasz miłego starszego pana milionera. Albo właściciela potężnego przedsiębiorstwa. Tacy ludzie istnieją. Chodzą po ziemi i są wśród nas. I nie każdy z nich ma szajbę na punkcie modlenia się do pieniędzy. Dlatego zastanów się, jaki zbudujesz obraz w oczach potencjalnego sponsora, kiedy ten pierwszy raz ujrzy cię w obdartych spodniach w kratkę, przepoconym t-shircie, brudnych adidasach i z przetłuszczonymi włosami. Zastanów się, w jakim miejscu jego głowy ulokujesz się przez te pierwsze 5 sekund. Zanim jeszcze zamienicie ze sobą parę zdań. Być może już sam twój wygląd wykluczy potencjalną możliwość jakiejkolwiek konwersacji? Oczywiście, nie mówię też, że masz się odpicować jak Golf na tuning show. Prosto, skromnie ale pewnie siebie. Zarówno z zewnątrz jak i w środku. Te codzienne zasady tym bardziej obowiązują, kiedy idziesz na spotkanie ze sponsorem. Sponsora przede wszystkim kupujesz sobą. Nie możesz więc wyglądać jak pomięta szyszka albo wypluwać z siebie niewyraźne słowa na przemian z resztkami obiadu.

4. Konkrety.

Jak już przyjdzie co do czego, rozmawiaj z potencjalnym sponsorem otwarcie i szczerze. Dobrze by było, żebyś wcześniej zastanowiła się, jakiej wysokości wsparcie chciała byś uzyskać. A już na samym spotkaniu nie bój się o tym rozmawiać. Mów wprost – potrzebuję pińcet czy tam ileś na każdy start. To nie temat tabu tylko biznes. Mów, co w zamian oferujesz. Może oprócz oklejenia samochodu, zaproponuj sponsorowi, że go rozreklamujesz na rajdzie? Co ci szkodzi podejść do innych kierowców z jakimś folderem reklamowym i powiedzieć: „Zobacz jaki fajny produkt, sama używam go od X czasu i mogę ci go z czystym sumieniem polecić. To mój sponsor.” Każdy rajdowiec zrozumie twoją potrzebę rozreklamowania sponsora, więc jak nie jest cichym gburem, to na pewno zainteresuje się choć trochę produktem. Pod warunkiem, że nie są to te nieszczęsne długopisy 🙂 Daj sponsorowi konkretny powód. A jak mimo to zacznie jęczeć „eeee, wiesz, my teraz kryzys mamy, blebleble”, to podziękuj uprzejmie i nie trać więcej swojego czasu. Jak ktoś jęczy na starcie to nie spodziewaj się, że później współpraca będzie się układała lepiej. Szkoda twoich nerwów i czasu, bo w tej chwili możesz już być u następnego potencjalnego sponsora z ofertą.

5. Nie zrażaj się.

Nawet Bóg nie od razu świat zbudował. Nie wszystko też wychodziło mu świetnie… Tym bardziej ty jako człowiek, nie przejmuj się, jak ci nie pójdzie pierwszy, drugi czy trzeci raz. Wiele osób poddaje się właśnie wtedy. Na podstawie kilku doświadczeń wyciąga wniosek, że nie da się znaleźć sponsora, kształtując w sobie w ten sposób fałszywe przekonanie. I potem ciuła grosz do grosza wyrzekając się chleba powszedniego na rzecz rajdów. A przecież facet, z którym rozmawiałaś mógł mieć po prostu zły dzień, a ten drugi właściciel firmy rzeczywiście nie miał kasy. I nic w tym złego. Ty masz prawo prosić, oni mają prawo odmówić. Nikt na nikogo się nie gniewa, rozstajecie się w pokoju i bez ukrytych wewnętrznych frustracji. Poza tym, to jego strata.

6. Jeździj często, przywoź pucharki.

Nic bardziej nie ucieszy sponsora jak zdjęcie pucharka i samochodu rajdowego w jego gabinecie. Zdobywaj więc pucharki, pamiętając o tym, że nam, dziewczynom jest nieco łatwiej. Zwłaszcza kiedy powstaje klasyfikacja pań. Bo spójrzmy prawdzie w oczy – na dzień dzisiejszy nie mamy dużej konkurencji, warto więc walczyć. Jeździj często, szukaj stałego sponsoringu, dzięki temu też będziesz mogła się rozwijać. Warto na koniec sezonu napisać sponsorowi specjalne podziękowania ze zdjęciem i oprawić w ładną ramkę. Właściwie to jest to twój obowiązek.

7. Kontakty.

Jeśli po przejrzeniu listy kontaktów nie znalazłaś nikogo kto mógł by cię potencjalnie sponsorować (choć trudno mi w to uwierzyć), szybko nadrabiaj zaległości. Każda nowo poznana osoba (nawet na zakrapianej imprezie) powinna zostawić po sobie w twoim życiu ślad pod postacią numeru telefonu. Mamy XXI wiek i naprawdę – ludzi z Ciemnogrodu jest już coraz mniej i mało kto uważa, że kobieta zwyczajnie prosząca o numer telefonu nie szanuje się czy jakieś tam inne bzdety ze średniowiecza. Dbaj o znajomości i pamiętaj – nigdy nie wiesz, kogo spotkasz na swojej drodze. A przy odrobinie szczęścia, które towarzyszy każdemu po trochę, na pewno się uda 🙂

Gdybyś miała jakieś pytania lub jeśli uważasz, że o czymś ważnym nie napisałam, nie bój się pytać i pisać w komentarzach. Postaram się odpowiedzieć, w miarę mojej wiedzy i możliwości. Pozdrawiam i szerokości!

Podziel się!
  • bss

    Czemu hejt na długopisy? Jestem pilotem i znam pilotów. Łykamy długopisy, clipboardy i ołówki jak pelikany…to nasze narzędzia.

    • Reklamujemy właśnie kwiaciarnię :), i na każdym zdjęciu w gazecie regionalnej jest jej logo. Na pewno reklama z auta nie tylko trafia do kierowców, sponsor oczekuje, że również do kibiców. Na wszystkich jest już total, orlen, mobil, niedługo się przeje.

  • Sponsor to osoba, która najczęściej wykłada pieniądze na jakiś cel – bezpośrednio nie kupuje niczego, ale pośrednio reklamuje swoją markę. Podczas rozmowy z potencjalnym sponsorem trzeba jak najbardziej dosadnie przedstawić mu korzyści jakie może osiągnąć wspierając Was. Przed spotkaniem warto przygotować sobie listę potencjalnych korzyści jakie da sponsorowi udzielenie wsparcia. Sponsorami najczęściej są przedsiębiorcy, którzy są bardzo świadomymi osobami jeśli chodzi o prowadzenie biznesu więc trzeba bardzo uważnie dobierać argumenty.

    • AMG

      Zasługujesz na wyróżnienie 🙂

  • Ciekawy artykuł choć zastanawiam się jeszcze ile rozmów należy odbyć aby zdobyć tego sponsora 😉

    • AMG

      Kurdemol, miał być skuteczny a nie ciekawy 🙂 Wszystko zależy od twojej skuteczności i od tego z kim rozmawiasz. Ważne, żeby nie wymiękać!

    • jur

      to tak jak z dziewczynami, ile randek trzeba by… pojechac z nia pierwszy oes 😀 wszystko zalezy od zainteresowania sponsora, jeden da ci po godzinie rozmowy, inny dopiero po miesiacu i jeszcze o „kwiatki” bedzie sie upominal 😛