Badania psychomotoryczne

Wszystko zaczęło się od tego, że w pewnym momencie wymyśliłam sobie, że chcę się nauczyć jeździć ciężarówkami. Po powrocie do Polski na stałe chciałam w końcu móc poszczycić się w prawku dumnie kategorią C i być może uniknąć dzięki temu ewentualnej części mandatów, więc udałam się do odpowiedniego organu w celu odebrania dokumentu. Tam poinformowano mnie, że z racji zmiany przepisów w styczniu powinnam dodatkowo poddać się badaniom psychomotorycznym. Kilka dni temu odrobiłam zadanie domowe, więc jestem „na świeżo” z tematem i mogę Wam trochę o nim opowiedzieć.

Badania psychomotoryczne (czasem zwane psychotechnicznymi) powstały w celu określenia istnienia bądź nieistnienia przeciwwskazań do prowadzenia pojazdów. Tak mówi definicja. Dla mnie to prosta zasada – albo się ktoś nadaje do prowadzenia maszyny albo nie. I jak się nie nadaje, to może i dobrze, że nie będzie jeździł, bo tylko wypadki przez takich się zdarzają. Nie dość, że jedzie taki 30 km/h to jeszcze się rozbija. Pomijając te kwestie, uważam jednak, ba – jestem pewna, że psychomotoryka w jakimś tam zakresie jest do wyuczenia, podobnie jak inteligencja, więc nie ma się co załamywać. Badaniom psychotechnicznym muszą się poddać wszyscy ci, którzy zamierzają być zatrudnieni na stanowisku kierowcy, a więc starający się o uzyskanie uprawnień w zakresie prawa jazdy kategorii C1, C1+E, C, C+E, D1, D1+E, D, D+E lub uwaga – uprawnień do kierowania tramwajem. Oprócz tego, badania takie są konieczne w przypadku kiedy ktoś zamierza zawodowo prowadzić samochód osobowy lub też utracił uprawnienia do kierowania samochodem z powodu przekroczenia liczby punktów karnych albo spowodowania jakiegoś poważnego wypadku. W skrócie – kiedy kierowca zdrowo przegnie, czeka go weryfikacja jego „normalności” i to jest w sumie ok. Dokładne przepisy dotyczące tego kto musi przejść przez takie badania znajdziecie w Dzienniku Ustaw. W tym miejscu bardzo chciałam przyszpanować profesjonalizmem i dołączyć odpowiedni dokument. Mielibyście podane na stół jak Jacek dzisiejsze krewetki w miodzie na ostro. Jednak chyba nawet gotowanie wychodzi mi lepiej niż przekopywanie ustaw. Smutna doszłam do wniosku, że żadna ze mnie profesjonalistka, tylko normalny pismak.

Badania psychomotoryczne trwają około godziny i kosztują w zależności od miejsca od 80 do 120 zł. Nie polecam przystępowania do testów po zakrapianej imprezie albo po nieprzespanej z jakiegoś powodu nocy. Zawsze macie prawo poinformować psychologa, że źle się czujecie i on wtedy może odstąpić od badań. A więc – na tego typu pomiary udajemy się wyspani, wypoczęci i z uśmiechem na twarzy 😉

Na początku jest trochę papierkowej roboty. Najpierw wypełnia się formularz zawierający pytania dotyczące „kariery” kierowcy. Czy miałeś wypadek, jeśli tak to jaki, w jakie trasy najczęściej się zapuszczasz, czy jeździsz głównie w dzień czy w nocy, sam czy ze zmiennikiem, czy zdarzyło ci się kiedyś dostać mandat i za co, a nawet jaki samochód prowadzisz aktualnie (ciekawe, czy za Pandę w dieslu jest mniej punktów niż za BMW M5?).

Następnie pacjent zostaje postawiony a właściwie posadzony przed 70 pytaniami różnej maści, w większości dotyczących osobowości i temperamentu, przynajmniej tak mi się wydaje. Na pytania można odpowiadać tylko twierdząco lub przecząco – nie ma innych opcji. Sugerowane jest by robić to szybko i bez zastanawiania się. Tak więc zrobiłam i w sumie tej części właściwie obawiałam się najbardziej, bo odpowiadałam rzeczywiście całkiem szczerze. Pytania które mniej więcej pamiętam to na przykład:
„Czy czasem czujesz się podle?”,
„Czy choć raz zbuntowałeś się przeciwko rodzicom?”,
„Czy miewasz zmienne nastroje?”,
„Czy potrafisz rozbawić towarzystwo?”
Najlepsze jednak było to: „Czy gdybyś miał możliwość uniknięcia w jakiś sposób płacenia podatków, tak, że nikt by się o tym nie dowiedział, czy zrobił byś to?”. Zostawiłam je sobie na koniec. Po udzieleniu odpowiedzi na resztę pytań, wróciłam do niego. Przeczytałam pytanie jeszcze raz… i jeszcze raz, spojrzałam na kwestionariusz, w którym widniały wszystkie moje dane osobowe, znowu spojrzałam na pytanie i zaznaczyłam jedyną słuszną odpowiedź 🙂 O dziwo, okazało się, że nie jest ze mną tak źle, bo bodajże z 50 punktów otrzymałam za ten test 45. I też nie wiem jak pani psycholog to oceniała, ale widziałam, że nieźle się napociła kiedy ja już leciałam z kolejną próbą 🙂

A był nią typowy test na inteligencję – wszystkie matryce Ravena. Na to zadanie przeznaczonych jest 20 minut, trzeba się dość spieszyć, a trudność rośnie wraz z przewracaniem kartek 😉 Przykładowe zadanie:

RAVEN - 30

 

 

 

 

 

 

 

 

Później badany udaje się do ponurej i złowieszczej ciemni… Po przyzwyczajeniu się oczu do mroku przechodzi dwa testy. W pierwszym czeka aż na ekraniku przed nim pojawi się okrąg, który jest przerwany w jednym miejscu: na godzinie 12, 6, 3 lub 9. Zadaniem badanego jest naciśnięcie przycisku w momencie gdy już będzie to widzieć i powiedzenie na której godzinie okrąg jest przerwany. Drugi test polega na badaniu zdolności przystosowania wzroku do ciemności po nagłym oślepieniu. Czyli najpierw święcą wam w oczy, potem światło gaśnie i na ekraniku pojawia się jakaś figura. Waszym zadaniem jest nacisnąć przycisk, kiedy już ją ujrzycie i poinformowanie o tym, co to za figura. Easy.

Kolejnym etapem jest badanie reakcji na bodźce dźwiękowe i świetlne. Działa to mniej więcej tak: stajesz przy takim pulpicie wyposażonym w światełka (żółty, czerwony, zielony), sygnalizator dźwiękowy, 2 przyciski i 2 pedały. Taki prawie zestaw do Playstation. Psycholog informuje cię, że jak mignie żółte światło, to naciskasz guzik prawą ręką. Jak czerwone to lewą. Jak zielone to lewą nogą, a jak dźwięk to prawą nogą. Mogłam pokręcić kolejność, ale wiadomo o co chodzi. Na początku jest to nieco skomplikowane, kiedy szybko trzeba połączyć kończyny z bodźcami. Polecam więc grę na perkusji 🙂

Następnie przechodzi się tzw. test krzyżowy. Zadaniem osoby badanej jest jak najszybsze reagowanie na zapalające się jednocześnie dwie lampki: jedna zapala się w rzędzie poziomym na pulpicie urządzenia pomiarowego, druga zaś w rzędzie pionowym. Zadaniem badanego jest wciśnięcie przycisku położonego na skrzyżowaniu linii, jakie należy poprowadzić w wyobraźni od zapalonych lampek. Działa to tak:

Następnie badany poddaje się testowi na wyczucie odległości. Stajemy około 2 metrów przed takim śmiesznym pudłem, do którego mamy wgląd od przodu. W pudle znajdują się trzy pręty o tej samej średnicy. Jeden – środkowy jest nieruchomy, pozostałe dwa sterowane za pomocą przycisku. Naszym zadaniem jest takie ustawienie prętów, by były one mniej więcej w tej samej odległości od pręta środkowego. Ten test mi się nie podobał – uważam, że był nieprecyzyjny. Ale ostatecznie jakoś mi się udało tak te patyki ustawić, że ponoć były w linii.

Na koniec badany poddaje się testowi Poppelreutera. Chodzi o zbadanie koncentracji i podzielności uwagi. Na tablicy narysowane są 32 kwadraty. W każdym z kwadratów znajdują się dwie liczby: jedna w środku, druga w prawym dolnym rogu. Liczba środkowa jest numerem kwadratu a liczba w prawym dolnym rogu jest liczbą zapisywaną na arkuszu odpowiedzi. Zadaniem osoby badanej jest wyszukanie kolejnych kwadratów i zapisaniu na arkuszu odpowiedzi liczb, które znajdują się w prawym dolnym rogu 23 kolejnych kwadratów. Wiem, brzmi nieco pokrętnie, ale w gruncie rzeczy okazuje się się to dziecinnie proste. Czas wykonania testu jest ograniczony. Trzeba tylko uważać, żeby się nie rypnąć, bo wtedy cały szereg leci w kosmos 😉 I to w zasadzie tyle. Potem psycholog informuje badanego o wynikach, kasuje i wydaje zaświadczenie. A kierowca w jednym z możliwych scenariuszy zakładających że zdał testy, po podbudowaniu swojego ego wsiada za kierownicę i rozwala się na pierwszym zakręcie. 🙂

Nie jestem pewna czy badania psychotechniczne są takie same na wszystkie kategorie. Zapewne są pewne wspólne testy, jednak podejrzewam, że istnieją też typowe badania na konkretne kategorie. Te, które opisałam, są oczywiście na kategorię C. Być może też sam sposób testowania w różnych ośrodkach wygląda inaczej. Jeśli chodzi o mnie, testy robiłam w Psychotrend w Katowicach. Zapłaciłam tę najniższą stawkę, pani psycholog była miła i w sumie to świetnie się bawiłam, więc z czystym sumieniem mogę polecić to miejsce. Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania lub wątpliwości – czekam na komentarze.

Podziel się!