Masz to na co się zgadzasz

Krótki tekst o tym dlaczego stoisz w kolejkach, jeździsz dieslem, zarabiasz za mało, sypiasz za mało i w ogóle jest ci w życiu źle. Oraz o tym, że masz możliwość to zmienić.

Zacznijmy od początku. A początek wygląda tak: Już od dziecka twoi najbliżsi w poczuciu bezradności i niezrozumienia  zamiast uczyć cię prawdziwego życia, jedyne co potrafią ci przekazać to to, że wykształcenie jest najważniejsze. No i ok – chodzisz do szkoły, uczysz się rozwiązywać testy, przynosisz posłuszne piątki. Albo zbuntowane jedynki. Tak czy inaczej stopień poczucia spełnienia twoich rodziców w procesie wychowania ciebie zależy wprost proporcjonalnie od wysokości not na twoich świadectwach. Czerwony pasek jest na papierze albo na dupie. „Ucz się, ucz, bo nauka to potęgi klucz”, powtarzają wkoło jak mantrę. No więc uczysz się, choć za parę dni nie pamiętasz czego, bo przecież system edukacji w Polsce jest… sam dokończ. Starzy na nic innego nie mają specjalnie czasu, więc nie wytłumaczą ci na czym polega świat i życie. Ojciec przecież od lat dzień w dzień tyra w swojej firemce obsługując przysłowiową budkę z warzywami na osiedlu i narzekając na podatki, ZUS czy jakiś inny KRUS. W wolnych chwilach psioczy na polityków i swoją żonę – matkę Polkę, która będąc ciągle na podwójnym etacie zapomniała już o tym co to zajebisty orgazm. Ale pchają tak ten wózek przed siebie w niewi(a)domym kierunku bo brak im innych opcji na swoje życie. Bo nikt im nie powiedział (i tobie tego też nie powiedzą) że są najwygodniejszymi członkami dla krwiożerczego systemu kapitalistycznego. Że w tym aspekcie bezmyślność jest cnotą.

W końcu nadchodzi ten moment – kończysz studia czy inną szkołę, wypinasz wtyczkę, opuszczasz gniazdko. Ruszasz w świat z dyplomem i całym szeregiem zebranych doświadczeń i przekonań. Mimo swego dość optymistycznego nastroju, wiesz już z domu, że życie jest ciężkie, praca chamska i mało płatna i że tak po prostu trzeba się męczyć. Codziennie też jesteś świadkiem jak portale informacyjne pękają już nie tyle w szwach co swych konstrukcjach od tematu bezrobocia oraz niskich płac. Boisz się, że nie znajdziesz pracy, że sobie nie poradzisz. Rządzi tobą strach, więc jesteś idealnym materiałem do manipulacji. Można zrobić z tobą wszystko. Po wielu miesiącach poszukiwań u kresu jakichkolwiek nadziei w końcu ktoś proponuje ci pracę. 2000 zł, umowa zlecenie. Jesteś przekonany, że złapałeś pana boga za nogi i jedną rękę (bo tylko w ten sposób opowiadano ci o brodatym i srogim wszechmocnym. Zresztą, w pewnym momencie w ogóle przestajesz w niego wierzyć). Pracodawca przedstawia ci niekończącą się listę swoich życzeń. Nie jesteś zachwycony harowaniem po 12 h dziennie bez przerwy na posiłki ani tym, że za wszelkie nadgodziny dostaniesz zwykłą stawkę, a nie 150% jak w każdym cywilizowanym kraju. Ale zaciskasz zęby i jedziesz z koksem. Pojawia się druga połówka, dziecko, rodzina, pies. Ceny rosną, mały je i sra, wypłata jak stała tak stoi. Korporacja wymaga coraz więcej. Niedobór snu, podkrążone oczy, nerwica, choroby, syf i malaria. Nie chodzisz do kina, na koncerty, spotkania z przyjaciółmi, bo cię nie stać. Nie jeździsz wymarzonym samochodem, tylko praktycznym kombi z dieslem, na którego już nie możesz patrzeć. Nie robisz tych wszystkich pięknych rzeczy, o których śmiało marzyłeś za zamierzchłych czasów, jeszcze jako dziecko. Zresztą, nawet gdybyś przyoszczędził, to i tak nie miał byś już siły na jakiekolwiek zabawy. Rodzice mieli rację – myślisz powtarzając ząb w ząb ich model rodziny – życie jest ciężkie, małżeństwo to tylko instytucja, a rodzina to wiecznie nienażarta kula u nogi. Mijają lata, dziecko dorasta w atmosferze stresu, napięcia i bezpodstawnego parcia na wykształcenie, na papier. Patrzysz jak rośnie, w pewnym momencie zauważasz, że jest dokładnie takie samo jak ty. I jego życie będzie wyglądało dokładnie tak samo. Nie łudź się, że będzie inaczej.

Chyba, że przerwiesz to błędne koło i zaczniesz myśleć. W idealnej sytuacji jeszcze zanim zdecydowałeś się na rodzinę i dzieci. Bo właśnie wtedy jest na to czas. Wyłączysz TV, zamkniesz faceboga. Przeczytasz parę mądrych książek.* Docenisz swoje możliwości, zrozumiesz swoją wartość. Rozwiniesz się. Zaczniesz rozumieć system, w którym cię już nie tyle urodzono co… wyprodukowano. Zaczniesz widzieć szerzej i więcej. I za 2500 zł na miesiąc nawet nie wstaniesz z łóżka. Nie sk…wisz się dla Tesco, Lidla czy innej zagranicznej korporacji. Odnajdziesz swoje prawdziwe talenty i umiejętności i zaczniesz zarabiać na tym co naprawdę kochasz. Nie będziesz czuł, że pracujesz, a mimo to będziesz tworzył rzeczy wielkie i piękne. Odnajdziesz szacunek i miłość do samego siebie, dzięki czemu będziesz potrafił kochać innych i wychować wspaniałe twórcze dzieciaki, które nie dadzą się ogłupić wszechogarniającą falą idiotyzmu i bezrefleksyjności. Przerwiesz swoje pokoleniowe fatum, a więc w jakimś stopniu zmienisz świat.

A ja dzięki temu nie będę musiała rezygnować z sobotniego zakupu jednego śrubokręta w OBI z powodu kolejek po horyzont, bo jakiemuś prezesowi spółki z Hamburga zachciało się jeszcze jednego jachtu do kręcenia orgii seksualnych (które potem ci sprzeda jako wizję seksu idealnego, w którą ty rzecz jasna uwierzysz) więc kazał zamknąć większość kas w swej sieciówce w Polsce. Po co zatrudniać dodatkowych kilka osób na kasach skoro uciśniony Polak już nieraz udowodnił, że da radę w 14 godzin obskoczyć ten ruch bez problemu sam i to za 1200 zł / miesięcznie?

Można pozostać w strefie umysłowego komfortu, która daje złudne poczucie bezpieczeństwa i skrzywdzić kolejne pokolenie. Można też wyjechać za granicę, znosić kompromisy a i tak zarabiać mniej od innych, bo już nawet Europejczyków przyzwyczailiśmy do tego, że za byle pieniądze podejmiemy się każdej gównianej roboty. Można też zdać sobie sprawę z tego, że życie, przynajmniej na tej ziemi, jest jedno, a to, jak spędzisz ten czas zależy tylko i wyłącznie od ciebie – czyli boskiej istoty, która może takie rzeczy, o jakich nawet byś nie pomyślał, gdyż twoje myślenie zostało ukształtowane pod kątem zarabiania pieniędzy i odtwarzania, a nie tworzenia. Zewnętrzne czynniki jednak nie mają żadnej mocy – chyba, że sam im ją nadasz. Może i myślenie boli. Ale bezmyślność… zabija.

*Jeśli jesteś zainteresowany, pisz na maila – postaram się pomóc, na ile rzecz jasna będę potrafiła.

Podziel się!
  • AMG

    Może trafiłeś na nauczycieli i rodziców z powołania, fajnie, że to też się zdarza 🙂

  • ehh

    Większość musiałaby wyrwać się z tego błędnego schematu myślowego.. a niestety prawda jest taka , że własnie ta większość stanowi masę budyniową która poddawana jest codziennej dawce manipulacji. Chodzimy do pracy jak roboty, utyrani zapierdzielamy za gówniane pieniądze i potrafimy jeszcze dziękować Bogu , że jest praca … i takim to własnie sposobem przestajemy racjonalnie myśleć godząc się potulnie na wszystko tj. nadgodziny, mobbing itd. Jeśli już ktoś odważy się sprzeciwić panującym powszechnie ładzie i domaga się lepszego traktowania i lepszej płacy dostaje po dup…. By zmienić naszą mentalność konieczna jest zmiana sytuacji w Polsce.. Ale to akurat utopia..

    • AMG

      A żeby zmienić sytuację czy to w Polsce, czy gdziekolwiek indziej, trzeba zacząć od siebie… A to jest najtrudniejsze. Bo nie dość, że trzeba najpierw umieć dostrzec swoje niedociągnięcia, zamiast oskarżać innych o swe nieszczęście, to jeszcze potem zawzięcie nad nimi pracować 🙂 Powodzenia!

  • shagia

    Wspaniały post. Mam bardzo podobne przekonania dlatego próbuje wyłamac się z wielu panujących na świecie zasad. Jest ciężko iśc w przeciwną stronę niż większość, ale liczą się starania i chęci. Mam nadzieję, że nic nigdy nie zbije nas z tropu. Pozdrawiam

    • AMG

      Shagia, powodzenia! A jak się ciężko pedałuje pod prąd to warto sobie powiedzieć „Tylko g… płynie z prądem”. O, i już jest lepiej 😀

    • AMG

      I dziękuję za pozytywne komentarze, aż się uśmiech sam na twarzy rysuje 🙂