Truck Driver cz. 1

Wiece, czasami tak jest, że człowiek z nudów na głupie pomysły wpada.

 

 

 

 

Stoisz sobie dajmy na to w środku nocy na pustym skrzyżowaniu razem z jakimś młodym Hołkiem w BMW E30 po przeciwnej stronie. Bo jest czerwone. Oboje stoicie i patrzycie się na siebie.

– Glina po cywilu czy nie? – myśli młody Hołek.
– Dres po cywilu czy nie? – zastanawiasz się, podziwiając kunszt ospojlerowania bawarki. Gdzieś pomiędzy nerwowym wierceniem się w fotelu, a grzebaniem w otworach nosowych, wbijasz jedynkę i trzymając sprzęgło czekasz na zielone zbawienie. Bo wydaje ci się, że już zaraz się zmieni. Ale nie zmienia się. Wrzucasz na luz i zaciągasz ręczny. Sytuacja powtarza się kilka razy.

A zielonego jak nie było, tak nie ma. Armagjedon. I w takiej właśnie, szczególnie natchnionej chwili, kiedy nie da się zrobić już nic, człowiek wpada na głupie pomysły. Pół biedy, kiedy skończy się to na przejeździe przez skrzyżowanie mimo czerwonego. Bo w końcu ile można stać i czekać na pustej drodze jak ten idiota? (swoją drogą, trzeba by pismo do ministra transportu wyknuć, żeby zrobił coś z tymi sygnalizatorami, co po nocach ludziom w korkach stać każą). Niektórym robi się nieco gorzej. Tak też niechcący, w pewnej trasie z Oslo do Drammen w godzinach niezalecanych do spożycia wychodzenia z domu, zrobiło się i mi. Wymyśliłam sobie, że zrobię prawko na ciężarówki. Zupełnie bez powodu. Po prostu tak w korku na trasie do głowy mi strzeliło. Niewiele się zastanawiając podjęłam wszelkie właściwe kroki, by ten głupi pomysł zrealizować.

(Edek nie wypłaci się za reklamę)

Ostatecznie, po kilku pobytach w niepodległej rzeczy pospolitej, po uczęszczaniu na jakże zajmujące zajęcia teoretyczne i sierpniowych jazdach w upałach jakie wytrzymuje tylko Chuck, w końcu zapisałam się na egzamin. I nawet nie zapisałam się, co ZAPISALIŚMY się. Bo wtedy, jak byście nie wiedzieli, w tym korku to jeszcze Jacek ze mną w aucie był, no i głupi pomysł mu się udzielił rzecz jasna. Tak czy inaczej, werdykt brzmiał niemiłosiernie – 7:30 rano. Egzamin w środku nocy. Wiedziona swą niezawodną intuicją, przeczuwam, że powinnam położyć się spać nieco wcześniej niż zwykle, a na pewno nie dalej niż o 3. Ale na pewno dobrze wiecie jak to jest, kiedy człowiek planuje sobie „dzisiaj położę się wcześniej spać, bo rano mam coś ważnego do załatwienia.” Ja, mhm*… Dzwoni Tomsky.

– Wpadnijcie na chwilę.
– Tomsky, my dziś raczej odpadamy, jutro rano mamy egzamin na prawko.
– No ale ja przecież nie mówię, żebyście całą noc u mnie byli, wpadnijcie na chwilkę chociaż, usiądziemy, pogadamy, jutro już mnie nie będzie, bo jadę na koncert do bzytbzytbzyteg…oniabzzzzzzzzowa (przyp. red.: jakiegoś zapyziałego domu kultury w Pszowie Małym), już się nie zobaczymy do waszego wyjazdu.
– No dobra, pomyślimy – Jacek próbuje załagodzić sprawę.
Ja wiem, że niektórym z was może wydać się to śmieszne. Ale obwieszczam wam – Tomsky’ego nie znacie i bójcie się godziny, w której poznać wam go przyjdzie! Przy tym gościu zapominacie co to w ogóle asertywność. Tomsky ma po prostu to do siebie, że ciężko mu odmówić. I tyle. Tak więc niby wydaje ci się, że już jesteś na wygranej pozycji, już prawie odparłeś od siebie pokusę wizyty, już prawie jesteś w domu, kiedy nagle ogarniasz się, że parkujesz samochód pod jego blokiem. A jak już parkujesz samochód pod jego blokiem – jesteś stracony razem z tymi swoimi postanowieniami poprawy. Nie wejdziesz ot tak na chwilę, żeby zaraz wyjść. Nawet jeśli dał byś sobie rękę uciąć, że nie zamierzasz zostać długo.

Przekraczasz więc próg domu Tomsky’ego, wbijasz do jego izby głównej i witasz się z gośćmi (bo u Tomsky’ego zawsze ktoś jest). Ani się nie obejrzysz, a tu już Cabernet Sauvignon się polewa.  Muzyka w tle. Źródło radości w swej zieloności się pali. Bezradny toniesz w głębokim fotelu… Głosy się rozmywają… Już nie walczysz. Poddajesz się. Jest ciepło i dobrze. Przyjemnie. Jak u mamy na obiadku.

Nagle…

Jak nie wyskoczysz z fotela, jak nie rykniesz! Z przerażeniem odkrywasz, że jest 4 rano, a ty za trzy godziny musisz przed jakimś półgłówkiem gimnastykować się MAN’em. Resztę tej nocy pewnie już potraficie sobie wyobrazić… Szybki powrót do domu, chwila snu, a potem… już tylko niemiłosierny budzik.

Ciąg dalszy nastąpi.

* Ja, mhm… – (głównie na Śląsku) krótszy sposób na wyrażenie swej asertywnej postawy, znaczącej: „zgadzam się z twoją opinią ale mam inne zdanie na ten temat”.

Podziel się!