Nie no – co za masakra

Buahaha, myślałam, że spadnę z krzesła, jak to zobaczyłam:

Ze środka oprócz kierowcy też wylewa się żółć…

I jeszcze ten jego tył, który zawsze kojarzy mi się z kloaką. Nie chciałabym nigdy stanąć  twarzą do tego czegoś…

Tak, jest to kolejna speszjal ediszyn of Bugatti Veyron.
Tak, kosztuje pierdylion*.
Tak, ten samochód jest ohydny i obleśny.
Tak, przyszły właściciel to niewątpliwie jakiś rodzaj niemęskoosobowy, który potwierdzenia wielkości swojego… mózgu(?) szuka poprzez zakup takiego żółtka (Chińczyk?)
Tak, wiem, że Bugatti Veyronowi (zwłaszcza wersji 16.4 Grand Sport) pasuje wszystko. Może być nawet w kozie bobki pomalowany, a i tak wszyscy będą się nim zachwycać.
Tak, odpowiem wam na pytanie „Dlaczego ktoś takie coś zrobił”. Bo znajdzie się ktoś, kto to kupi. Just because you have money doesn’t mean that you have taste.
I tak, wiem, że o Veyronie źle pisać nie wypada. Dlatego to robię. Ktoś musi.

*pierdylion – liczba, której nikt nie widział na oczy, ale każdy mniej więcej czuje ile to jest. O pierdylionie mówi się zazwyczaj w sytuacji, gdy chcemy określić, że coś sporo kosztuje. I że na pewno tyle to byśmy nie zapłacili.

Podziel się!