Snow&Fun – może być fajnie…

Mocno popieram wszelkie szkolenia dotyczące jazdy samochodami, nawet te najbardziej szalone i pozornie z bezpieczeństwem nie mające nic wspólnego. Bo sama przekonałam się o tym, że jeden kilometr przejechany pod okiem doświadczonego instruktora to znacznie więcej niż tysiąc kilometrów przejechanych normalnie, po cywilnemu w trasie, z tzw. zimnym łokciem. Jazda w warunkach zimowych wymaga od kierowców szczególnej uwagi i w pewnym sensie również wprawy. Ale, ale… Do czego zmierzam? Chodzi o to, że ktoś śmiał dziś wieczorem zaspamować mi profil na portalu społecznościowym informacją na temat jakiegoś zimowego szkolenia jazdy. Po wstępnej irytacji, że wleziono na mój teren bez zezwolenia, stwierdziłam, że to w sumie fajna inicjatywa. Zwłaszcza, że zamieszany w to wszystko jest mój kolega – Waldek Kluza – skromny i uprzejmy człowiek, ale też bardzo dobry kierowca, a przede wszystkim Mistrz Wyścigów Górskich w grupie N w sezonie 2011.

Pamiętam jeszcze, jak trzy lata temu razem jechaliśmy z Krakowa całą ekipą na Tor Kielce, bo Waldi chciał potrenować przed najbliższym etapem jakiejś amatorskiej rundy na tym torze. Ja pojechałam jak zwykle z doczepki, licząc na to, że znowu dowiem się czegoś nowego i poznam fascynujących ludzi z pasją. Skończyło się (jak zawsze) na tym, że głodna mocniejszych wrażeń jeździłam ciągle na jakimś prawym fotelu. W większości z Witkiem Biłkiem (dziadkiem, który nieźle napier… Lancerem Evo IX). O Witku i jego trytytkach będących częścią wyposażenia podstawowego jego auta pisałam już tutaj. Zrobiłam z tym gościem chyba z dwadzieścia okrążeń pod rząd i o dziwo, nie było mi niedobrze. W wolnych chwilach pchałam się też jako pasażer na gapę innym kierowcom do ich Imprez i przeróżnych wersji Evo. Gdzieś mi też świta, że w tym czasie (to chyba była jakaś pomyłka) załapałam się również na przejażdżkę po torze Kią Soul, ale jakoś oprócz samego faktu tego dziwnego zdarzenia, nie jestem w stanie odtworzyć w pamięci żadnych wrażeń z tej sytuacji. Pamiętam natomiast, jak to w tym właśnie czasie Waldi rozwijał się w tempie ekspresowym, niczym pietruszka na sterydach. Z rundy na rundę, z treningu na trening był coraz lepszy, coraz szybszy. W pewnym momencie zaczął pokonywać wszelkich miejscowych mistrzów Toru Kielce, którzy każdy jego odcinek znają lepiej niż własną kieszeń. I to było to! Pomogli też oczywiście sponsorzy, bo bez nich w polskim światku sportów motorowych ani rusz. Dziś Waldi Kluza uczy innych, jak jeździć, choć idę o zakład, że dalej nieustannie się rozwija. Tutaj wideo z jego poczynań w ostatnim sezonie.

A o co chodzi z tym szkoleniem? Generalnie o zimowe zabawy na śniegu pod okiem doświadczonych instruktorów, między innymi właśnie Waldiego. Wszystko w środku zimy między 21 stycznia a 29 lutego w Nowym Targu. Zamiast nart do dyspozycji są oczywiście auta. Ponoć niedrogo, a i fajnym modelem można się przejechać.  Nic, tylko próbować. Zachęcam wszystkich do takich zabaw! Jeśli chcecie uzyskać więcej informacji na ten temat, zapraszam w imieniu organizatorów tutaj. Ja tymczasem spadam szukać lotów Oslo – Katowice. Być może tam się spotkamy…

PS. Ponoć chłopaki w ostatnich dniach kupili nawet ratrak do śniegu. Może być naprawdę ciekawie i z pewnością na wyższym poziomie niż moje amatorskie podrygi parę lat temu, kiedy to pachołki stanowiły… plastikowe butelki po Muszyniance.

 

Podziel się!