Autokopex Rallysprint cz. 1

– Jacek, która godzina?
– 4:00.
– Co?! No nie wierzę! Jak mogliśmy tak długo się zasiedzieć? Jedziemy natychmiast do domu, przecież za 3 godziny startujemy w rajdzie!

7:00
Dlaczego budziki są zawsze takie nieludzkie i bezlitosne? I dlaczego najbardziej wtedy, kiedy człowiek ledwo co zaśnie? Zwlekam się z łóżka z zamkniętymi oczami, po omacku szukam papci. Hm, to chyba nie moje. No nic, ważne że są – w takim bałaganie jakiego ostatnio się dorobiliśmy w mieszkaniu solidne buty to podstawowe narzędzie ochrony przed rozbitymi kawałkami szkła, sztywnymi skarpetkami czyhającymi na swą ofiarę za każdym rogiem albo resztkami spaghetti, które nigdy nie wiesz, z której strony stołu się wyturla i zaatakuje. Dobra, walimy mocną kawę (bo chyba nie wypada zasnąć na oesie), szybki prysznic i pod Plejadę. Grzesiek ze swoim kierowcą – Piotrkiem mają tam na nas czekać o 8:05, stamtąd jedziemy razem na Badanie Kontrolne. Czemu razem? Bo chcę, żeby było mi raźniej, jak nas nie dopuszczą do startu, co jest z góry przesądzone przecież. Moje nieaktualne norweskie tablice nie wyglądają w końcu przekonująco…

8:03
Kontakty… szukaj… G…R…Z… Grzesiek ZGR… calling… biiiiiiiip, biiiiiiiip, biiiiiiiip….
– Hhhhalo
– No hej, my już jesteśmy pod Plejadą, czekamy na was.
– A my już jesteśmy na BK, przyjedźcie tutaj.
– No ale jak to, przecież umawialiśmy się tutaj…
– Sory, ale mam kaca i nie chciało mi się czekać, do zoba.
– A kto dziś nie ma ka…. – (bip, bip, bip)

Nosz KUR…! Zabiję go! Z nim zawsze takie problemy. Bo kaca ma! Mocno poirytowana proszę Jacka o to, żeby wbił w navi adres stacji kontroli pojazdów Automax – Norwida 4, bo tam miało być to cholerne BK, a ja słabo znam Sosnowiec. Czesio pomyślał chwilę, by odnaleźć się w terenie… „100 metrów prościuuuutkooooo” po chwili „letko w prawo” i za chwilkę „jesteś u cela”. To już? Na to wygląda, nawet słychać już rozjuszone rajdówki… Tak, to tutaj. Grzesiek już po BK, wspaniale. No nic, wjeżdżamy sami, bez obstawy. Oj, ciężko będzie…

Mimo wszystko robię dobrą minę do złej gry, szeroko prezentując swój zgryz panu, który do mnie podchodzi i prosi o prawko  oraz dokumenty auta. Sięgam do torebki, wygrzebuję cały plik i zaczynam szperać. Pan niecierpliwie stoi i czeka… Dobra, prawko jest. Podaję. Pan łaskawie przypomina mi, że jeszcze dowód rejestracyjny i ubezpieczenie. No dobrze, moment, przecież nie jestem Chuck Norris, który za sprawą jednego półobrotu załatwia wszystkie sprawy, potrzebuję ich przynajmniej kilku i to pełnych. Pan już nie ma siły czekać, pokazuje mi więc ręką, żebym wjechała na rolki. Ma rację, potem znajdę resztę.

Wjeżdżam, słyszę „trochę w lewo”, no to ja w prawo, bo przecież w lewo jak pojadę to wpadnę w dziurę. Chcieli mnie załatwić, cwaniaki, bo wyczuli dobrego zawodnika, nie dam się, no way. „W LEWOOOOOO!!!!”. No dobra, nie będę się upierać… I tak już ich przekonałam, że jestem typową babą za kierownicą, nawet nie ma sensu się tłumaczyć. Wytaczam się z auta zdziwiona że się zmieściłam. Jakiś surowy pan typu leśny dziadek prosi mnie ponownie o dokumenty. Wydobywam z wielkiego pliku to, o co mu chodzi, łącznie z norweskim dowodem rejestracyjnym, tłumaczę zdziwionemu człowiekowi, co powoduje, że trzeba mnie traktować indywidualnie (w szkole takie rzeczy nie przechodziły), leśny dziadek sprawdza tylko OC i przegląd. Jest ok. Potem jakieś zamieszanie, bo czemu my jeszcze niby nie mamy numerów startowych naklejonych i czegoś tam jeszcze. Załatwiam więc sprawę błądząc między jednym wydającym-się-że-coś-wie człowiekiem, a drugim – wiedzącym, a nie tylko wydającym-się. W końcu dowiaduję się gdzie iść i jak załatwić, po czym wracam z pełną dokumentacją rajdową… I wtedy staje się cud, za który jestem winna Wszechmocnemu podziękowanie – leśny dziadek dopuszcza nas do rajdu! Uffff – pierwszy stres za nami.

Nie będę opisywać kilku nudnych godzin oczekiwania na start w pełnym południowym słońcu , bo nawet nie ma czego.

W takcie czekania zorientowaliśmy się tylko, iż wypadało by zabezpieczyć ręczny, żeby się nie blokował. W poszukiwaniach trytytki udałam się więc do rajdowca-weterana. On musi je mieć, dam sobie rękę uciąć.

10:02
-Vito, nie masz przypadkiem może jakiejś trytytki? Potrzebuję sobie ręczny zablokować.
– Mam – słyszę, po czym widzę, jak Vito otwiera bagażnik swojego lśniącoczarnego dumnie wypiętego tyłka Lancera Evo IX, którego, od kiedy pamiętam, zawsze mu zazdrościłam – Jaką chcesz? Krótszą, dłuższą, grubszą, cieńszą?
– Yyyy…
– Do ręcznego to chyba lepiej krótszą, lepiej złapie, bierz. Jedna wystarczy?
– Tak, jasne. Dzięki.

Jacek jako pilot, który ma dbać o kierowcę zajął się operacją „tuning ręcznego”, po czym poczłapaliśmy na odprawę, na której jeden z organizatorów miał wytłumaczyć co i jak. No więc jesteśmy, ale pan tak tłumaczy, że nic z tego nie rozumiemy. Za to pyta, czy każdy wie, co to jest meta stop. No kurna felek, to akurat każdy wie! Ale niech wytłumaczy o co chodzi z tak ogromną ilością tych PKC! Ostatecznie nie dowiadujemy się niczego, ale obok stoi kolega Kavalcotti, który uspokaja mnie „wszystko wam potem wytłumaczę”. Zaufam mu, chyba nie mam wyjścia.

– A teraz wyrywkowo sprawdzę obecność, żeby mieć pewność, że wszyscy są na odprawie – Słyszę i już wiem, że mnie wyczyta. Czuję się trochę jak niesforny uczeń w podstawówce.
– Załoga numer 5?
– Jesteśmy – machają rękami chłopcy wyglądający na doświadczonych rajdowców
– Załoga numer 17?
– Jesteśmy – ci jeszcze lepiej, mają nawet kombinezony rajdowe…
– Załoga numer 25 – a nie mówiłam?
– Jesteśmy, jesteśmy.

Koniec odprawy, załogi się rozchodzą. Do mnie podchodzi Kavalcotti i zaczyna tłumaczyć o co chodzi i na co uważać. Że tu nie więcej niż 10 km/h, a tutaj musimy teraz poczekać, że na PKC nie możemy się spóźnić, ani wjechać za wcześnie, tylko w wyznaczonej minucie, że z Parku Sieleckiego na Kazimierz, a w karcie drogowej mamy mapkę jak tam dojechać. Ech, dużo tego. Już się pogubiłam… Niech Jacek kombinuje, ja pasuję.

W międzyczasie podchodzi do mnie jakaś blondyna i przemawia do mnie:
– O co tu w tym wszystkim chodzi?
– Eeee… no właśnie ja też nie wiem, ale zaraz mój pilot będzie wszystko ogarniał, to Ci wytłumaczy.

Jak się potem okazało była to Klaudia, która też jedzie jako kierowca… ale o tym w drugiej części…

cdn…

Podziel się!