Ania i Michał. odc.1. Pozycja za kierownicą „PATRYK W BMW”

okładka #1

Jak siedzieć sportowo-prawidłowo za kierownicą?

Łokieć na zewnątrz, okulary na twarz i get as low as possible? Zobacz sam na przykładzie dwóch skrajności i… wybierz sobie wersję dla siebie. Byle nie tą, która zrobi z ciebie zawalidrogę ;)

Seria programów Tomasz Słodki Live – Ania i Michał

Po krótkim wstępie emitowanym tydzień temu, to jest pierwszy w Tomasz Słodki Live odcinek z serii Ania i Michał, w którym mamy nadzieję SPŁODZIĆ WIĘCEJ DOJRZAŁYCH, ŚWIADOMYCH, MYŚLĄCYCH I DYNAMICZNYCH KIEROWCÓW. Im więcej, tym lepiej, bo tym mniej nerwów, wypadków i niepotrzebnych korków. TO JEST NASZA MISJA.

Chcesz tego samego co my? Możesz do nas dołączyć!

Zdaję sobie sprawę, że najprawdopodobniej ty, właśnie to czytający lub czytająca jesteś raczej po tej naszej stronie mocy. A jeśli tak jest, to znaczy, że również walczysz o to, by na drogach wszystkim nam jeździło się lepiej. A skoro walczysz, rozsiewaj informacje o programie do wszystkich swoich znajomych, którzy wiesz, że potrzebują takiego szkolenia / kursu / dodatkowych porad. Do wszystkich, którzy mogą coś z tego wynieść, którzy tego potrzebują. Wujek, mama, tata, kolega, dziewczyna, żona, mąż, konkubent, koleżanka z pracy albo studiów, zaprzyjaźniony ksiądz. Na pewno kogoś takiego masz w otoczeniu. W ten sposób możesz pomóc sobie, nam i bliskim. Wtedy może choć trochę zbliżymy się do wizji idealnej gdzie każdy od dzieciństwa uczy się czymś jeździć, by prowadząc rozpędzoną masę stali nie popełniać przedszkolnych błędów.

Ze swojej strony, mogę obiecać, że będziemy starali się robić coraz lepsze materiały, tak, żebyście mogli z tego naprawdę dużo wziąć. Oczywiście, potrzebujemy wszelkich możliwych form wsparcia, nie mamy nawet uchwytów do kamerki :) Jeśli masz pomysł, jak nam pomóc, by dotrzeć do jak największej liczby ludzi i jak wypromować cykl, napisz. Jeśli należysz do osób twórczych, masz jakiś pomysł na odcinek, również napisz! Jeśli pragniesz dołączyć do tej zabawy albo posiadasz ciekawy samochód i dodatkowo, mieszkasz w okolicach Katowic, to też NAPISZ DO MNIE: anna.m.grzesik@gmail.com

Pierwszy odcinek – pierwszy gość

W pierwszym odcinku od razu mamy gościa – jest nim spontanicznie spotkany pod garażem Patryk, z CELOWO i NIESPONTANICZNIE zglebionego BMW! Szkoda nam było trochę tego lśniącego, dopiero co opuszczającego myjnię czerwonego cacka. Więc zlitowaliśmy się i pozwoliliśmy mu pokazać trochę muskułów przed kamerą. Może potem zrobimy zgadywankę, co BMW ma pod maską :D

Dwie wersje, o co chodzi?

Zazwyczaj w sieci będą dwie wersje odcinków: Wersja podstawowa i rozszerzona. Tłumaczę to od razu, żeby nikt się niepotrzebnie nie pogubił. Wersja rozszerzona jest dla tych moich paru ukochanych i powracających fanów, natomiast wersja podstawowa sworzona została na potrzeby programu Tomasz Słodki Live i jest do obejrzenia w pierwszej interaktywnej telewizji w Polsce, wystarczy śledzić co każdy wtorek wieczorem o 20:00 fanpage Tomasz Słodki Live.

Przechwytywanie w trybie pełnoekranowym 09.08.2016 182648

Kim jest Tomasz Słodki?

Dziennikarz, generator pomysłów i filmów, nauczyciel i…

(…) biznesmen, redaktor naczelny magazynu Multiferencje – prowadził proh sgramy w największych polskictacjach radiowych i telewizyjnych (Program III, Polskie Radio BIS, TVN24, TVN CNBC BIZNES, TVP3). Pasjonat nowych technologii – wprowadził na polski rynek nowoczesne transmisje on-line oraz audio & video release dla klientów korporacyjnych. Organizował festiwale muzyczne (Nie Zabijaj, Folk Fest, Reggae nad Orlą) oraz akcje charytatywne (Koncert charytatywny dla rodziny Knosalów, finały WOŚP). Realizował projekty na całym świecie tworząc multimedialny portal podróżniczy (Compas). Bezgranicznie realizuje swoje pasje. (…)

Pragnę tu bardzo serdecznie podziękować Tomkowi Słodkiemu, który po pierwsze był iskrą zapalną w całym tym projekciku. Na pewno był również inspiracją. Oraz nauczycielem. Bardzo cenię sobie Twoje wskazówki dotyczące nagrywania video, Tomku! Dziękuję!

A teraz, FILM!

Opublikowano Ania i Michał | Otagowano , , , , , , , | 1 komentarz

Ania i Michał. odc.1. Pozycja za kierownicą „PATRYK W BMW”

okładka #1

Jak siedzieć sportowo-prawidłowo za kierownicą?

Łokieć na zewnątrz, okulary na twarz i get as low as possible? Zobacz sam na przykładzie dwóch skrajności i… wybierz sobie wersję dla siebie. Byle nie tą, która zrobi z ciebie zawalidrogę ;)

Seria programów Tomasz Słodki Live – Ania i Michał

Po krótkim wstępie emitowanym tydzień temu, to jest pierwszy w Tomasz Słodki Live odcinek z serii Ania i Michał, w którym mamy nadzieję SPŁODZIĆ WIĘCEJ DOJRZAŁYCH, ŚWIADOMYCH, MYŚLĄCYCH I DYNAMICZNYCH KIEROWCÓW. Im więcej, tym lepiej, bo tym mniej nerwów, wypadków i niepotrzebnych korków. TO JEST NASZA MISJA.

Chcesz tego samego co my? Możesz do nas dołączyć!

Zdaję sobie sprawę, że najprawdopodobniej ty, właśnie to czytający lub czytająca jesteś raczej po tej naszej stronie mocy. A jeśli tak jest, to znaczy, że również walczysz o to, by na drogach wszystkim nam jeździło się lepiej. A skoro walczysz, rozsiewaj informacje o programie do wszystkich swoich znajomych, którzy wiesz, że potrzebują takiego szkolenia / kursu / dodatkowych porad. Do wszystkich, którzy mogą coś z tego wynieść, którzy tego potrzebują. Wujek, mama, tata, kolega, dziewczyna, żona, mąż, konkubent, koleżanka z pracy albo studiów, zaprzyjaźniony ksiądz. Na pewno kogoś takiego masz w otoczeniu. W ten sposób możesz pomóc sobie, nam i bliskim. Wtedy może choć trochę zbliżymy się do wizji idealnej gdzie każdy od dzieciństwa uczy się czymś jeździć, by prowadząc rozpędzoną masę stali nie popełniać przedszkolnych błędów.

Ze swojej strony, mogę obiecać, że będziemy starali się robić coraz lepsze materiały, tak, żebyście mogli z tego naprawdę dużo wziąć. Oczywiście, potrzebujemy wszelkich możliwych form wsparcia, nie mamy nawet uchwytów do kamerki :) Jeśli masz pomysł, jak nam pomóc, by dotrzeć do jak największej liczby ludzi i jak wypromować cykl, napisz. Jeśli należysz do osób twórczych, masz jakiś pomysł na odcinek, również napisz! Jeśli pragniesz dołączyć do tej zabawy albo posiadasz ciekawy samochód i dodatkowo, mieszkasz w okolicach Katowic, to też NAPISZ DO MNIE: anna.m.grzesik@gmail.com

Pierwszy odcinek – pierwszy gość

W pierwszym odcinku od razu mamy gościa – jest nim spontanicznie spotkany pod garażem Patryk, z CELOWO i NIESPONTANICZNIE zglebionego BMW! Szkoda nam było trochę tego lśniącego, dopiero co opuszczającego myjnię czerwonego cacka. Więc zlitowaliśmy się i pozwoliliśmy mu pokazać trochę muskułów przed kamerą. Może potem zrobimy zgadywankę, co BMW ma pod maską :D

Dwie wersje, o co chodzi?

Zazwyczaj w sieci będą dwie wersje odcinków: Wersja podstawowa i rozszerzona. Tłumaczę to od razu, żeby nikt się niepotrzebnie nie pogubił. Wersja rozszerzona jest dla tych moich paru ukochanych i powracających fanów, natomiast wersja podstawowa sworzona została na potrzeby programu Tomasz Słodki Live i jest do obejrzenia w pierwszej interaktywnej telewizji w Polsce, wystarczy śledzić co każdy wtorek wieczorem o 20:00 fanpage Tomasz Słodki Live.

Przechwytywanie w trybie pełnoekranowym 09.08.2016 182648

Kim jest Tomasz Słodki?

Dziennikarz, generator pomysłów i filmów, nauczyciel i…

(…) biznesmen, redaktor naczelny magazynu Multiferencje – prowadził proh sgramy w największych polskictacjach radiowych i telewizyjnych (Program III, Polskie Radio BIS, TVN24, TVN CNBC BIZNES, TVP3). Pasjonat nowych technologii – wprowadził na polski rynek nowoczesne transmisje on-line oraz audio & video release dla klientów korporacyjnych. Organizował festiwale muzyczne (Nie Zabijaj, Folk Fest, Reggae nad Orlą) oraz akcje charytatywne (Koncert charytatywny dla rodziny Knosalów, finały WOŚP). Realizował projekty na całym świecie tworząc multimedialny portal podróżniczy (Compas). Bezgranicznie realizuje swoje pasje. (…)

Pragnę tu bardzo serdecznie podziękować Tomkowi Słodkiemu, który po pierwsze był iskrą zapalną w całym tym projekciku. Na pewno był również inspiracją. Oraz nauczycielem. Bardzo cenię sobie Twoje wskazówki dotyczące nagrywania video, Tomku! Dziękuję!

A teraz, FILM!

Opublikowano Ania i Michał | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Tomasz Słodki Live – zaczynamy :)

ania i michal TSL 1Spotkałam w swoim życiu bardzo ciekawego mężczyznę. Poznaliśmy się jak na pasjonatów motoryzacji przystało – na drodze. Pewnej czerwcowej nocy Michał ścigał się ze mną swoim Mitsu Eclipse, a następnie… coś kazało mu za mną zjechać na stację benzynową. Tak rozpoczęła się niesamowita przygoda pochodząca z nienormalnej wręcz fascynacji japońską myślą techniczną z lat 90-tych, bezpieczną ale dynamiczną jazdą, a także sobą nawzajem.

Podobny sposób myślenia, jeżdżenia a także optymistyczne podejście do życia spowodowały, że postanowiliśmy realizować wspólny projekt, którego głównym celem będzie podwyższenie statystycznej liczby myślących kierowców na drogach. Myślących za siebie i myślących za innych, głównie tych niemyślących :)

Potem tylko wieść poszła w świat i jeszcze w tym samym dniu Tomek Słodki rzucił ma hasło na fb: „Nagrajcie mi 60 sekund materiału”. Za dwa dni materiał był gotowy, choć ani ja ani Michał nie oswoiliśmy się jeszcze do końca z kamerą. Ważne, że pierwsze koty za płoty! :)

Tak więc bądźcie jutro o 20:00 na facebooku i obejrzyjcie nas w pierwszej interaktywnej telewizji facebookowej, Tomasz Słodki LIVE! jutro (wtorek) o godzinie 20:00!

Wcześniej należy polubić stronę Tomasz Słodki Live:

link: https://web.facebook.com/tomaszslodkilive/?fref=ts

Zapraszam!

Ania, Michał i Tomasz Słodki!

tomasz slodki

 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Z POWROTEM NA KOŁACH. Celica GT projekt CZ.5

DSC_1460Tak taaaaak, powoli zmierzamy ku końcowi. Odsłaniam koleją, przedostatnią część serii filmów o Celice GT. Tym razem trochę zeszło z montażem – wszystko dzięki wspaniałej Gosi, która w ręce me zupełnie legalnie włożyła płytę z nowym programem do montowania filmów! Aaaaa!!!! Radość ma nie miała granic! Potem było ciężko jak go zainstalowałam i przeraziła się, że sprzętowo mogę nie dać rady. Następnie radość znów wróciła, jak wyszło na to, że nie jest jednak tak źle z moim kompem. Potem chwila dłuuuugiej grozy, kiedy to walczyłam o nieustannie traconą jakość przy reenderowaniu, aż w końcu, dzięki godzinom spędzonym przed ekranem z Agą i godzinom spędzonym na telefonie z Wojtkiem – udało się to zakończyć oczekiwanym rezultatem. Widzicie, jak duża ekipa pracuje nad tymi filmami?

Tak już bardziej serio, Aga i Wojtek dołączają do mojego zespołu na stałe. Chyba, że poróżni nas „obiektywny” pogląd, w co wątpię. Wspólnie szykujemy niespodziankę, ale na razie nie mogę zbyt wiele o tym napisać. W końcu ma to być niespodzianka.

Na razie więc zachęcam Was do obejrzenia ostatniego odcinka z projektu Celika GT. To znaczy przedostatniego. Ostatni będzie zwieńczeniem całego dzieła. I… początkiem kolejnego… Ale ciiii! Kulis na razie nie zdradzę, wszystko w swoim czasie.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , | 10 komentarzy

Mr. T.

love toyota

Nikt nie wie co tak naprawdę dzieje się za tą blaszaną kurtyną, za którą właśnie jedziemy. Właściwie widzisz tylko światła mrugające w bezdusznym rytmie 0-1. Możesz jedynie próbować zgadywać kim jest ta kobieta za kierownicą i wyobrażać sobie wrażliwość, z jaką naciska pedał gazu.” (cytat z życia wzięty, autor anonimowy).

Uczucia te dojrzewały we mnie powoli i naturalnie. Nigdy nie zapomnę pierwszych spotkań z pewnym siebie ognistoczerwonym Starlet. Jego mruczących reakcji kiedy z lekką niepewnością przesuwałam dłońmi po jego kierownicy po raz pierwszy albo debiutanckiej odcinki, gdy zaskoczył mnie swoim stanowczym podejściem do sprawy. Zajęło nam parę dobrych miesięcy zanim wspólnie zdecydowaliśmy, by pójść na całość. Kiedy już to zrobiliśmy, od razu był z tego puchar! To był mój pierwszy raz. Myślę, że jego też, choć zawsze unikał dyskusji na tego typu tematy. Było niewymownie ale trwało bardzo krótko. Nagła konieczność wyemigrowania spowodowała, że rozstaliśmy się boleśnie. Raz na zawsze. Dziś jest już z inną ale nigdy go nie zapomnę. Starlet mnie naznaczył. Już nic nigdy nie będzie takie samo. And he knows it.

Minęło parę lat. Na emigracji wyleczyłam się z uczuć. W zasadzie już prawie zapomniałam o japońskim duchu przenikającym moją materię na wskroś. Jak to w życiu w takich momentach bywa, oczywiście zaraz się znajdzie coś co ci o tym przypomni. Kiedy już sądziłam, że słabość do pachnących kwiatami wiśni jegomości opuściła mnie raz na zawsze i kiedy gotowa byłam związać się z dobrze wychowanym, ułożonym i prostym chłopakiem z Niemiec, jedna chwila zupełnie przewartościowała moje podejście do sprawy. Był to moment, w którym moje oczy odnalazły jego zdjęcie na jednym z najsłynniejszych randkowych portali. Łudząco podobny do Starlet, bliźniacza budowa ciała, podobne pasje… Celica – jej starszy brat. Wiem, że może ci się to wydać dziwne, jednak uwierz – mimo wyraźnego damskiego akcentu w ostatniej zgłosce nazwy – trudno było się oprzeć jego męskiej ofensywności. Zresztą, mamy gender oraz tolerancję, więc powiedzmy, że jeśli nie zrozumiesz, to też jest ok.

Szybki telefon. Podróż na drugi koniec Polski. Pierwsze spotkanie. Serce łomotało jak szalone na wszystkie gary. Już po pierwszych pięciu minutach poczułam, że stąpam po dobrze znanym mi terenie. Rozumiana, chroniona i bezpieczna. Zupełnie jak przy Starlet z tą różnicą, że ten typ był znacznie bardziej dotknięty upływem czasu. W grucie rzeczy mocno zaniedbany. Na pewno znasz to z filmów Tarrantino – kilkudziesięciodniowy zarost, stare wytarte jeansy i wydziarane ciało. W dodatku dużo palił, pił i źle się odżywiał. Wszyscy mówili, żebym w łeb się stuknęła, że z takim to ja daleko nie zajadę. Stanęłam w obliczu dylematu – serce albo rozum. Oczywiście, rozkochał mnie w sobie zanim zdążyłam podjąć złą decyzję. Zaakceptowałam go takim jakim był. Choć wiedziałam, że dużo lepiej wyglądałby w dopasowanej koszuli i dobrze skrojonym garniturze. Wtedy byłby jak uzewnętrznienie boskości. Jak yin i yang. Siła oraz delikatność w jednym. Najbardziej imponowała mi jego wolność, której przejawem był osobliwy zapach jego ciała, najmocniej wyczuwalny po skrajnym wysiłku. Kochałam tę jadowitą oktanową woń. Bywały dni, że czułam ją w najdalszych zakamarkach nosa. Nawet gdy znikał, jeszcze długo po tym doświadczałam jego zapachu. Zapachu i drżenia. Nieznośnego ciała rozedrgania. Pragnienia ciągłego doświadczania go i poznawania. Do granic przytomności wskazówek się zbliżania, głośnym rykiem sąsiadów budzenia i robienia wszystkich tych najbardziej nielegalnych rzeczy w mieście. Mimo częstych spotkań zawsze było nam mało. Nam, jemu? On nigdy nie mówił o tym co czuje. Wydaje mi się jednak, że wychodził z założenia „expect nothing, enjoy everything”. Nie oczekuj niczego, ciesz się wszystkim. Azjatycka dusza wychowana na nieprzewidywalnych wulkanach. Nie chciałam go zmieniać ale uporczywie stawiałam wymagania i pokazywałam czego mi trzeba. Wiedziałam, że sam kiedyś do tego dojrzeje, że kiedyś zrozumie. Byłam gotowa dać mu tyle czasu ile tylko będzie potrzebował, jednocześnie licząc się z tym, że być może nigdy nie pocałuje moich włosów.

Nieunikniony kryzys, jak w każdej nieprzyzwocie pięknej bajce, zbliżał się wielkimi krokami. Czaił się tuż za jesienią tego rogu. Trochę za bardzo dałam popalić. Jakaś kłótnia, ostra wymiana zdań. Od tego czasu nie było między nami dobrze. Tolerowaliśmy się jedynie. Jak pies i kot, przy czym to on warczał na mnie niezadowolony. Napięcie rosło, ujścia nie było. Pewnego dnia nastąpiło gwarantowane apogeum całej tej sytuacji: zagotował się, zaczerwienił, krzyknął, trzasnął drzwiami i… po prostu wyszedł. Nie rozumiałam co się z nim właściwie działo. Dałam temu jednak spokój. Nie szukałam, nie dzwoniłam. On milczał. Cisza. Przepadł bez śladu. Czułam, że przesadziłam. Z każdą poranną kawą coraz mocniej godziłam się z nieuniknioną stratą. Zajmowałam się swoimi pasjami z przekonaniem, że już nic nigdy nie będzie takie samo…

Minęło parę długich tygodni. Pewnego, dość późnego wieczora, kiedy pospiesznie wychodziłam na spotkanie z przyjaciółmi, moją uwagę przykuł dziwny cień w bramie. Odgłos szurania po asfalcie brzmiał niezwykle znajomo. Poczułam niepokój pomieszany z oktanacją. Osobnik wyłonił się zza murku i stanął w słupie mdłego światła nocnej latarni. Znajome lśniące oczy zabłyszczały w moim kierunku. Wtedy dopiero do mnie dotarło – on… wrócił! Bardzo zmieniony, ale… wrócił! Przeszedł transformację nie do uwierzenia. W nowym salonowym image wyglądał onieśmielająco. Jak Mario Casas, Johny Depp i Haruma Miura w jednym wyciskaczu łez naraz. Spojrzałam na jego biały uśmiech, nogi się pode mną ugięły, w uszach pojawiły się dziwne dźwięki. Potem nic już dalej nie pamiętam – zemdlałam.

Kiedy się ocknęłam, trzymał mnie już w swoich bezpiecznych, silnych ramionach, a ja słuchałam przyspieszonego rytmu jego serca. Nareszcie mogłam przyjrzeć się jego prawdziwej naturze, ostatecznie przede mną odsłoniętej. Naturze z obydwu skrajnych stron mocy, które się uzupełniają i nie wykluczają. Porażająca energia w subtelnej obudowie. Delikatność nienagannego pomruku z mocnym wciśnięciem w fotel. Większość ludzi tylko marzy o takiej relacji, kończąc swe życie z paroma pikantnymi plakatami w garażu lub dobrym Harlequinem w pomarszczonych ze starości dłoniach. Ja też marzyłam. Goniłam za dnia sen jak niebieski ptak. Wierzyłam że niemożliwe jest możliwe, wystarczająco mocno, by się ziściło. To jedzieje się naprawdę! Rozpędzone perpetuum mobile nakręcane energią z marzeń. Nie zatrzyma go żaden radiowóz ani fotoradar.  Takie marzenia jak to… są po prostu niedoścignione.

Koniec.

Koniec?

Kto uparcie wierzy w motogamię może teraz już wylogować się na mleko z czosnkiem.

Wczoraj ujrzałam kolejny obiekt moich nocnych westchnień. Ten już jest tak niedościgniony, że sen sam będzie się spędzał z powiek do końca moich dni. Koniec ze spokojnymi nocami i beztroskim spoczynkiem pod osłoną księżyca. Moc ujarzmiania razy 600, sprawność 4×4, liczba osobników tej rasy 3. Pytasz dlaczego? Odpowiadam – bo świat nie był na niego jeszcze gotów, tak jak na wynalazki Tesli. Wyobraź sobie jednak, jak wyglądałby dziś gdyby ten projekt wszedł w życie? Szkoda, że pozostał nam jedynie niedosyt i gryząca mózg świadomość „What if…?”. Oto starszy brat Starlet i Celiki. A imię jego 222D.

Przecież to nie na ludzkie nerwy! To nie na nasze słabe serca! Jak żyć w ciągłym stanie napięcia, panie Premierze? Do czego to wszystko mnie kiedyś doprowadzi? Tak – do tego też! Wierzę jednak, że to już na torze Nurburgring, na którym z pełnym zapamiętaniem będę mogła dać się poprowadzić jednemu z przedstawicieli tego rozpruwającego zmysły azjatyckiego rodu. Wierząc, że mnie nie zabije. Kiedyś naprawdę oszaleję!

Toyota? Toyota! Toyota!!!

Can U hear me???! Toyota, I F…ING LOVE YOU!

fot. Toyota Motor Corporation

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

PUNKT ZWROTNY. Celica GT PROJEKT cz.4

DSC_0945Cieszę się, że dotrwaliście aż do tego miejsca w oglądaniu videorelacji z mojego największego w życiu projektu samochodowego. Teraz będzie już z górki. Punkt zwrotny, proszę państwa, czyli zaczyna przybywać rzeczy w budzie, a nie ubywać!

Czwartą część zaczęłam od ujęcia, w którym nadajemy Celice na nowo tożsamość, przynitowując jej tabliczkę znamionową. I ten etap jest takim najbardziej wyraźnym momentem, w którym prace nabierają innego kierunku – odchodzimy od ciemnej strony mocy, rozpoczynamy boski proces kreacji! Gotowa kasta z Celiki 1.8 już przyjechała na nasze podwórko i stanęła prawie że ramię w ramię obok brytyjskiej Celiki GT. Pod namiotem, w nieustającym towarzystwie symfonii autobusowów i samochodów, dniami i nocami rozdłubujemy srebrną GT i przekładamy z niej co tylko się da do naszej nowej kasty. Bo „gietek zajebisty, sto tysięcy przejechane, nowe auto”. W białą kastę ładujemy więc 4 tubki wosku. Żeby czasem do głowy jej nie wpadło rdzewieć czy coś. Przerabiamy wiązkę silnika. Modyfikujemy mocowania silnika. Wkładamy silnik (2 litry, oł jeeee!). Wymontowujemy zawieszenie z GT.

W międzyczasie ja uciekam z kamerą przed Jackiem, on mnie goni do roboty, OPR-dala i chucha w obiektyw. Niby zabawnie ale czasami też trochę nerwowo. Takie tam zabawy w berka pomiędzy przerabianiem wiązki, robieniem nowej dziury na nią, a tłuczeniem młotkiem.

A na koniec moje małe wyznanie. Have fun!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 3 komentarzy

NOT AFRAID TO GET DIRTY. Celica GT PROJEKT cz.3

not afraid to get dirtyYupi! Nareszcie udało się zmontować trzecią część! Nie było lekko biorąc pod uwagę że dwa i pół tygodnia starałam się opowiedzieć w 15 minut. Doszłam dziś do zadziwiającego wniosku, że mniej czasu zajęło nam chyba zrobienie tego samochodu, niż zmontowanie z tego wszystkiego filmu… Ale tak to już przecież jest kiedy mentalny perfekcjonizm idący za rękę z prokrastynacją spotka się z amatorstwem. Generalnie najcześciej z randek tych trojga nie wychodzi NIC. Więc i tak cieszę się, że dotrwałam i po niespełna 3 tygodniach mam przyjemność opublikować kolejną część tej historii!

W tym odcinku pokażę jak z niebieskiej Celiki 1.8 została tylko kasta. Poleciało wszystko – wszelkie graty spod maski, zawieszenie, tłumik, kable, przewody hamulcowe, światła, reflektory, szyby, kierownica, deska rozdzielcza, pedały, serwa, pompy, ręczne dźwinie, biegów lewarki, MacPhersony, zderzaki, drzwi, maski… Bosh, jak sobie pomyślę ile czasem było zabawy z jedną śrubką… albo z samym ustawieniem auta na beczkach, lewarkach, oponach, kozłach, osłach… to naprawdę nie chciała bym więcej do tego wracać. Ale – to były dopiero początki – wtedy jeszcze naprawdę mi się chciało ubrudzić :) I to wcale nie jest tak, że całe dnie marzę tylko o tym, by zamoczyć ręce w czarnym oleju… Fajnie jest się tego nauczyć, umieć to zrobić, ale może jednak nie przyjeżdżajcie do mnie ze swoimi zepsutymi autami, ok? :D

Było ciepłe cudowne lato, pogoda dopisywała, mieliśmy potrzebne narzędzia, miejsce na hali właściciela firmy produkującej najtrwalsze w Polsce namioty – firmy G.M. i dobre humory. W tym miejscu chciała bym serdecznie podziękować za pomoc Michałowi Gryt, który już nie pierwszy raz komuś pomaga. To człowiek o wielkim sercu, pomysłowej głowie i ogromnej wyrozumiałości. Skonstruował kiedyś coś naprawdę ekstra, mianowicie samoobsługowy skuter dla sób niepełnosprawnych! Zobaczcie sami jaki sprytny wynalazek. Czad! Kiedyś pomysł, a dziś pojazd, który z powodzeniem sprzedaje się w Polsce, Francji, Włoszech czy Niemczech. Z tego co wiem, ci najbardziej potrzebujący dostali go od Michała za naprawdę symboliczną cenę. Oby na świecie było coraz więcej takich ludzi jak on.

Wracając do Celiki – po raz kolejny miałam przed oczami piękną wizję, marzenie – białe sportowe auto. I właśnie ta wizja trzymała mnie w rytmie codziennego zasuwania przy niej, choć długo białe to to nie było. Więcej na filmie, bo na pewno wolicie oglądać niż czytać (tak przynajmniej sugerują wszelkie badania). A więc zapraszam do mojej przygody – jeśli tylko macie ochotę. Oto część trzecia projektu Celica GT! I to jeszcze nie koniec… I will be back!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Celica GT PROJEKT cz.2

celica projektNie zwklekając z niczym, już następnego dnia postanowiliśmy wyjąć z Celiki zepsuty silnik. To był najgorętszy dzień tego roku, termometry wskazywały blisko 40 stopni Celsjusza. Było tak gorąco, że chciało się skórę zrzucić… W tym pięknym pełnym słońcu minuta po minucie dobieraliśmy się do wnętrza Celiki, by w końcu w środku nocy zrobić jej „odszczep” serducha. Więcej wyjaśniamy w filmie, więc zapraszam na drugą część. Ciąg dalszy nastąpi…

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Celica GT PROJEKT cz.1

celica gt… I jak to zwykle z takimi projektami bywa – musiało minąć trochę czasu i napłynąć trochę kasy oraz wyobraźni, żeby zrealizować szalony projekt pod tytułem Celica GT. Prawda jest taka, że z rozwalonym silnikiem 1.8 udało się przejeździć jeszcze prawie… rok. Panewka stukała, stukała, stukała, ale cały czas miarowo i bez wahań. I jak tak ona stukała stukała, to ja tak tym autem jeździłam jeździłam… Aż przyszedł pewien piękny lipcowy poranek, kiedy na autostradzie z Gliwic przy odpowiedniej prędkości silnik postanowił mi powiedzieć: „Słuchaj, ja już naprawdę mam dość! Jak mi nie dasz spokoju, i to zaraz, to ci korbowód bokiem z bloku wywalę!” – dotarło do mnie, że umęczona życiem Celina naprawdę ma mnie już dość. W ramach ugody dojechałyśmy jeszcze do domu w asyście rockowej już symfonii spod maski, ale już wtedy wiedziałam, że to jej koniec. Szybkie przewertowanie internetu… otomoto, allegro, olx… JEST! Idealna! Właśnie sprowadzona z Anglii Celica GT z przebiegim nieco ponad 100 tys. km. Oczywiście, nauczeni doświadczeniem (patrz historia z kolekcjonerskim BMW 320 z 1978r) w to ostatnie nie uwierzyliśmy. Mimo to coś mocno ciągnęło nas pod ten Toruń, gdzie GT wspomniana stała… Jakaś niewidzialna siła pchała nas ku tej podróży, niczym przeznaczenie, które chce z nami pisać tę historię. Kilka telefonów, bankomat, blablacar i już byliśmy w drodze.

Zanim obejrzycie film, dodam, że dziś jeżdżę już piękną i szybką Celicą GT. Zanim jednak poznacie szczegóły, na razie zdradzę tylko tyle, że całe to przedsięwzięcie trwało ok. 2,5 miesiąca. Wszystko robiliśmy bez garażu,  pod chmurą, w większości własymi narzędziami, we dwójkę. Na szczęście było lato i pogoda słuchając przeznaczenia dopisywała niczym szalona. Zaczynam więc opowieść w formie filmu, na razie część pierwsza, bo do zmontowania mam 48 Gb materiału video zebranego z całej tej akcji. Bądźcie cierpliwi. Wkrótce kolejna część!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Znowu zarżnęłam silnik… (ale to nie do końca moja wina)

1.8 engine toyotaRedukcja do dwójki, hamowanie, zakręt. Szczyt, wyjście, pełen gaz, 6 tys. obrotów na blacie. I nagle – jak coś nie DUPNIE!

Tak zakończył się ten piękny sierpniowy wieczór, choć poza wylaną kawą na szyberdach z rana, nic na to nie wskazywało. No dobra, pieprzę bez sensu. Jasne, że wszystko na to wskazywało. Od momentu kupna Celiny liczyłam się przecież z tym, że kiedyś nadejdzie ten moment. Nikt z nas przecież nie wierzył w te kilkukrotnie cofane 180 tys. km. Wiedziałam o tym bardzo dobrze z każdą kolejno wlewaną bańką oleju i z każdorazowo głośniejszymi stukami dochodzącymi gdzieś z głębi jej mocno już osłabionego serca. Wiecie – arytmia, momentami bezdech, w nocy głośne sapanie. Mimo to nadal zapierdalała. Zadziwiała mnie jej wola życia.

To był wieczór jak inne. Czyli inny niż pozostałe. Stara, dobrze mi znana trasa powrotna do domu. Każdy z nas takową ma. To taka z rodzaju tych, na których nawet po naprawie gniazda zapalniczki sprawdzasz czy nie poprawił się może od tego fałmax w zakręcie. No i w końcu jeden z moich ulubionych winkli. Całkiem nieźle żarło ale… Ale jednak zdechło. Poczułam to wyraźnie przy górnej skali obrotów – nagle coś padło. Zabrakło mocy. Zaczęło trzaskać. Zatkało się. Nie wiem. Gdybyście tylko widzieli moją minę… Ta świadomość, że oto znowu w moich rękach ginie maszyna… Nie lubię tego uczucia.. Od razu przed oczami stanęły mi wszystkie moje ex-, które nie podołały. Obydwa Matizy, krótka ale efektowna historia z Pugiem 205 GTi, która tak naprawdę do dziś nie została dokończona (o tym będzie w następnym wpisie, obiecuję!), a teraz Celina… Wiem, że wszystko ma swój policzony czas – jej był i tak długi. Odchodzi z honorem, jak na prawdziwą Toyotę przystało. Myślę, że o takim końcu marzyła. Że trzymała styl lepiej niż tłoki i że lepiej jej zrobić chyba nie mogłam. Że do końca z pełnym oddaniem chciała służyć swojemu bogu czyli mnie. Romantyczny koniec. Kto nigdy nie przeżył tego ze swoim autem, może tylko żałować.

Nie chcę was jednak pozostawić w smutnych nastrojach, więc pozwolę sobie teraz odwrócić kierunek emocji. Celina do domu oczywiście dojechała – jak na bohatera przystało. I pewnie jeszcze by gdzieś chętnie pojechała, gdyby zaszła taka potrzeba. Widzę przecież, jak mruga do mnie zaczepnie, jak nóżkami przebiera… Chyba jednak wolę dać jej odejść w spokoju. I tak nie miała lekko przez ostatnie pół roku. Zasłużyła sobie na to. Albo na nowy sprawniejszy enżin, który teraz jest już nieuniknionością (od inevitability). Dawca już jest. W Łodzi. Wtorek? Uda się!

W każdym razie nie najszczęśliwszej konstrukcji 1.8 najwyższy czas powiedzieć w jej języku: Sayōnara!

toyota 1.8

PS. Babciu, mamo, tato – czytacie między wierszami? :D

Opublikowano AMG personalnie, wybryki AMG, zza kółka | Otagowano , , , , , , | 8 komentarzy